Pierwsze kroki w Ameryce Południowej…

Swoją przygodę w Ameryce Południowej zaczynamy od wizyty w Buenos Aires do którego docieramy po ponad 20h lotu samolotem. Pełni radości że znów w drodze już od początku zaczynamy walczyć z hiszpańskim kiedy to musimy się wydostać autobusem z lotniska do centrum. Już na pierwszy rzut oka widać, że za oknem bliżej do Europy niż do Azji. My zaczynamy od poszukiwań jakiegoś taniego hostelu co udaje się po jakiś dwóch godzinach. Może cena nie jest wymarzona ale na pewno najniższa w okolicy. Tutaj poznajemy Yulkę która pomaga nam się ogarnąć. Zdobywamy też najważniejsze dla nas hiszpańskie zwroty a mianowicie – dokąd jedziesz?, Czy możesz nas zabrać/podwieźć ? Czy tam gdzie jedziesz jest na drodze do…? to na razie powinno wystarczyć do tego aby łapać stopa. W Buenos Aires spędzamy dwa dni podczas których zwiedzamy to co najbardziej interesujące. Największe wrażenie robi na nas dzielnica La Boca w której oprócz wyjątkowo kolorowych domów, ciągłej zabawy na ulicach i w pubach można zobaczyć także stadion Boca Juniors – La Bombardiere. Zwiedzamy miasto nocą, jak również mamy okazję przejechać się metrem które jak wynika z naszych źródeł jest jednym z najstarszych na świecie. Z Buenos, autobusem ruszamy do Urugwaju a dokładnie do Montevideo.

Jedziemy nocą i gdyby nie przejście graniczne na którym celnicy są dość upierdliwi, to pewnie całą drogę przespalibyśmy dość spokojnie. Nad ranem jesteśmy już w stolicy Urugwaju, w którym spędzamy dokładnie tylko jeden dzień. Przeznaczamy go na zwiedzanie, w czasie którego oprócz rynku odwiedzamy też dzielnice portową. Miasto nie robi na nas jakiegoś szczególnego wrażenia, toteż popołudniu łapiemy busa na przedmieścia skąd rozpoczynamy autostop. Jak się okazuje nie jest to takie proste a długie stanie przy drodze kończy się zazwyczaj podwózką na kilka, kilkanaście kilometrów. No ale wierząc że to tylko dobrego złe początki ciułamy kolejne kilometry śpiąc w namiocie, który zazwyczaj rozbijamy gdzieś blisko drogi. Powoli poruszamy się w kierunku Coloni de Sacramento, która stała się naszym kolejnym celem.

Miasteczko położone jest tuż nad Rio Negro a jak sama nazwa mówi rzeka jest naprawdę czarna. Wpisane jest ono na światową listę UNESCO i trzeba przyznać że chyba całkiem słusznie bo panuje tam naprawdę miły, przyjazny klimat. Ciasne uliczki, piękne kwiaty, stare kamieniczki i auta a do tego pyszne jedzenie w malutkich knajpkach. My spróbowaliśmy chivito, w którym najpyszniejsza była specjalnie przyrządzona szynka. Spędziliśmy tutaj cały dzień po czym ruszyliśmy dalej. Udało nam się złapać stopa do miejscowości o nazwie Dolores w której podróżując na pace pick-upa staliśmy się nie lada atrakcją wśród setek ludzi piknikujących na rzeką. Stąd już nie daleko do granicy z Argentyną do której wracamy by udać się na Falls Iguazu. Zanim jeszcze jednak dotrzemy do Argentyny mamy okazję przejechać się Fordem MT z 1926 roku, którego oczywiście łapiemy na stopa. 17km pokonujemy w jakieś 40 min ale przyjemność z jazdy jest tak wielka że warto tutaj przetoczyć przysłowie „ szczęśliwi czasu nie liczą…”. Później nasz kierowca zaprasza nas do przydomowego muzeum w którym ma jeszcze kilkanaście takich samochodowych okazów i co najlepsze prawie wszystkie są na chodzi. Dla nas to nie lada gratka a szczególnie dla Tomka, który jak wiemy jest wielkim fanem motoryzacji. Teraz już ostatnia prosta do granicy na której oczywiście trafiamy cudowny zachód słońca, zresztą nie pierwszy w Urugwaju…

Advertisements

Jedna odpowiedź to “Pierwsze kroki w Ameryce Południowej…”

  1. Alejandro musi być hehe:D ach te wspomnienia … z Niechorza hahah:) nie to co Argentyna ale wspomnienia i rekordy pozostały:D Pozdro Brat!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: