Nowa Zelandia – W drodze na fiordy…

Początkowo mieliśmy udać sie od razu na zachodnie wybrzeże jednak czas i niezwykle piękne krajobrazy sprawiły że na początku podróżowaliśmy wschodnim wybrzeżem. Pogoda całkiem dopisuje a my w szybkim ( z godnie z przepisami 100km/h) tempie pokonujemy kolejne kilometry podziwiając to co ukazuje się naszym oczom z prawej i lewej strony. Tym bardziej ze trasa wzdłuż wybrzeża to z jednej strony ocean a z drugiej piękne góry. Na jednym z lookoutów trafiamy na dziesiątki fok wygrzewających się w słonku. Oczywiście zatrzymujemy się tu by zrobić kilka pamiątkowych zdjęć i przyjrzeż się im z bliska. Jak się okazuje w dalszej części trasy gdy tylko przy brzegu znajdują się jakieś skałki zaraz oblegane są przez foki, których tu naprawdę pełno. Stąd kierujemy się na Arthur’s Pass, do której wiedzie niezwykle krajobrazowa górska droga. Tutaj często zatrzymujemy się na licznych lookoutach czy w miejscach koło których ciężko jest po prostu przejechać tak obojętnie. I tak trafiamy między innymi do Castel Hill gdzie roi się wręcz od skałek. Pogoda dopisuje więc nie zamierzamy się spieszyć i korzystamy z każdej nadarzającej się okazji do małej przechadzki. Powoli docieramy na przełęcz która w sumie podczas całej trasy zawodzi najmocniej, tym bardziej że w tym wypadku na przełęcz zjeżdza się w dół… no ale nie my to tak nazwaliśmy więc nie nam to oceniać. Udaje nam się jednak na jednym z parkingów dostrzec specjalny gatunek papugi żyjący tylko tutaj. A mianowicie jest to typ papug, które wyjadają wszelkie gumowe elementy z samochodów pozostawionych na parkingu, my jednak karmimy je chipsami. Po tej stronie gór pogoda nie co się psuje a my jesteśmy skazani na drobny przelotny deszcz. Po kilkudziesięciu kilometrach docieramy na zachodnie wybrzeże gdzie na zachód słońca zajeżdzamy na plaże. Zachód jest piękny problem jednak w tym że nasz samochód jest mało terenowy i przy próbie nawrócenia grzęźnie w piasku. Walka żeby go stamtąd wydostać trochę nam zajmuje ale sposobem i wspólnymi siłami w końcu dajemy radę. Teraz szukamy już miejsca na nocleg.

Rano dowiadujemy się kolejnym, trzęsieniu ziemi w Christchurch i wybuchu wulkanu w Chile, który paraliżuje ruch lotniczy w NZ. My jednak na razie nie chcemy się tym przejmować i ruszamy dalej. Dzisiaj udaje nam się zrobić trekking na Franz Jozef Glacier gdzie łamiąc przepisy bezpieczeństwa podziwiamy naprawdę olbrzymi kawał lodu;p Odwiedzamy również lookout z którego widać inny duży lodowiec jakim jest Fox Glacier. Na dziś to już tyle atrakcji czas na się zatrzymać na jakiś nocleg ale od jutra kolejna dawka niezwykłych miejsc.

Poranek znów przynosi piękną pogodę wieć zapowiada się dobry dzień i partia niesamowitych zdjęć. Dzisiaj trasa wzdłuż Lake Hawea i Lake Wanaka. Te miejsca sprawiają, że nasze aparaty zapełniają kolejne dziesiątki zdjęć. Nie ma chwili w której nie chciałoby się na chwilę zatrzymać i podziwiać to co za oknem. Gdy kończy się pierwsze jezioro po przejeździe przez małą przełęcz trafiamy na drugie jezioro ( Lake Wanaka), które dla nas jest jednym z najbardziej magicznych miejsc w NZ. Stąd droga wiedzie do miasteczka o tej samej nazwie – Wanaka, gdzie tuż przed wjazdem odwiedzamy Puzzling World, gdzie spędzamy kilka godzin na niesamowitej zabawie. Zaczynamy od labiryntu który sprawia nam wielką frajdę. I ktoby pomyslał że wystarczy kilka desek i słupków by sprawić ludziom taką radość. Póżniej przychodzi czas na łamigłówki i magiczne pokoje, gdzie Mario i Tomek mogą być wyżsi od Wojtka albo gdzie woda i piłki lecą pod górkę. Po kilku godzinach zabawy opuszczamy puzzling by udać się do centrum miasta. A tutaj po małym spacerze po mieście czas już na nocleg a zatem szukamy dobrego miejsca, a gdy na takie trafiamy, prakujemy auto, gotujemy obiad, gramy w karty i idziemy spać. Jutro czeka nas podróż w kierunku Fiorda Milforda…

Reklamy

komentarze 3 to “Nowa Zelandia – W drodze na fiordy…”

  1. A czy wy nie jestescie juz w Australii? W Sydney mozna bylo was spotkac niedawno;)

  2. coś pięknego!

  3. Meeeeeeeeega uczta dla oczu i duszy! 🙂 tę foczkę ja poproszę razem z tym kangurem co wystąpił kiedyś z herbatnikiem! przeurocze:) Mario nie oszukuj w karty! wykładaj się wcześniej 😛 hie hie 😀 też bym chciała być choć chwilę wyższa od Wojtusia… i jest to wykonalne – jak zaliczy na imprezie zgona po powrocie, to najzwyczajniej stanę nad nim 😀 ściskam Was chłopaki ciepło! :*

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: