Nowa Zelandia – z polnocy na poludnie…

Poranek nie napawa nas optymizmem, gdy tylko otwieramy oczy slychac jak o dach naszego „Lazy Boya” uderzaja wielkie krople co zwiastuje kiepska pogode. Mimo to musimy ruszac w droge a przed nami 150km autostrady o tajemniczo brzmiacej nazwie – “autostrada zapomnianego swiata…” . No i nazwa nie bierze sie znikad albowiem kolejne kilometry pokonujemy po szutrowej nawierzchni. Czasem na wiekszych zakretach pojawia sie asfalt jednak w niektorych miejsca skaly tak bardzo napieraja na droge ze linia wyznaczajaca srodek jezdni zaczyna sie niecaly metr od nich. Mimo to i mimo padajacego deszczu mozemy podziwiac piekne widoki. Pewien odcinek pokonujemy rowniez tunelem ktroy bardziej przypomina korytarz kopalniany niz piekny tunel do jakich przyzwyczaily nas alpejskie drogi w Europie. Przez caly odcinek spotykamy jedna ciezarowke, ktora o maly wlos nie wjezdza na nas na jednym z zakretow oraz robotnikow ktorzy na nasz widok z usmiechem na twarzy nam machaja. W koncu docieramy do wybrzeza gdzie mielismy sie udac na wulkan znajdujacy sie na zachodnim cyplu polnocnej wyspy. Jednak tego dnia pogoda jest na tyle niesprzyjajaca ze jestesmy zmuszeni ruszac dalej w kierunku Wellington. A zatem kolejne 300km przed nami. Gdy zblizamy sie do stolicy lapia nas ciemnosci wiec postanawiamy zatrzymac sie tuz przed na jednym z miejscowych parkingow.

Kolejny poranek przynosi lekka poprawe pogody, bo choc mimo tego ze z rana jeszcze pada to juz gdy docieramy do Wellington mozna liczyc na male przeblyski slonca. Wizyte w stolicy zaczynamy od zalatwienia najpilniejszych spraw, do ktorych bez watpienia nalezy kupienie biletu na przeprawe promowa na wyspe poludniowa. I tak tez sie staje a my posiadajac szczesliwy bilet na jeszcze cudowniejsza pore – jaka jest 6.00 mozemy udac sie na obejrzenie tego co najciekawsze w miescie. Po drodze zagladamy jeszcze do informacji turystycznej gdzie wybieramy miejsce na nocleg. A wybor pada na lookout na jednym ze wzgorz z ktorego widac cala panorame miasta. Jednak do wieczora jeszcze troche czasu wiec swoje kroki kierujemy do jednego z miejscowych muzeow. Museum of Wellington juz na samym poczatku wyglada na bardzo atrakcyjne. Mnostwo eksponatow i wystawy na kolejnych pietrach jeszcze bardziej wzbudzaja nas podziw. Morskie historie, wynalazki, ciekawostki z zycia Oceanii itp. Jednak to co najbardziej magiczne ogladamy na samym koncu. Jest to film odnoszacy sie do historii Maorysow, spreparowany w taki sposob, iz przed naszymi oczami pokazuja sie male postacie ludzkie poruszajace sie i opowiadajace dzieje z zycia Nowej Zelandii. Po spedzeniu blisko 3h w tym miejscu jestesmy przekonani ze wybralismy jedna z lepszych opcji jaka mozna zobaczyc w tym miescie. Po wszystkim udajemy sie do auta ktorym jedziemy na nasz punkt widokowy. Tam niestety nastepuje zalamanie pogody co przeszkadza nam w zobaczeniu pieknej panoramy. Mimo to jakby na nasza prosbe deszcze ustaje na 10 minut a my ten czas wykorzystujemy na zobaczenie tego po co tu przyjechalismy. Pozniej jeszcze tylko partia w karty i mozna isc spac bo rano czeka nas wczesna pobudka…

5.30 to zabojcza pora jak na wakacyjna przygode, zazwyczaj o tej porze konczy sie imprezy lecz dzis jest odwrotnie. Prosto z lookoutu udajemy sie na prom gdzie spedzamy najblizsze 3,5h. Przyzwyczajeni do indonezyjskich warunkow promowych, tutaj czujemy sie jak na luksusowym jachcie a podroz mija nam bardzo szybko i przyjemnie. Mariowi udaje sie nawet zobaczyc dwa delfiny ktore przez chwile skacza wzdluz promu. Gdy wplywamy w oklice fiordow udajemy sie na widokowy balkon gdzie podziwiamy przepiekne widoki jakie po obu stronach ukazuja sie naszym oczom. Mimo tego iz jest bardzo wietrznie spedzamy tam sporo czasu bo wiemy ze nastepna taka okazja moze sie juz nie trafic. Gdy po 3,5h zjezdzamy na lad ruszamy wschodnim wybrzezem w kierunku zjazdu na piekna gorska trase przecinajaca poludniowa wyspe a mianowicie Arthurs Pass…

Reklamy

Komentarze 2 to “Nowa Zelandia – z polnocy na poludnie…”

  1. hej ludziska pogoda was nie rozpieszcza ale bedziecie zahartowani i teraz juz mozecie podbijac Skandynawie w polarach 😀 trzymajcie sie cieplo 🙂

  2. Jak dobrze WAS zobaczyc GLOBTROTERZY!!!!!
    wprawdzie z malym poslizgiem(w NZ byliscie w czerwcu a tu koniec wrzesnia sie zbliza) ale to zawsze cos i na duszy lzej.
    caiuski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: