W krainie Wladcy Piercieni – Nowa Zelandia czesci druga

Jest niedzielny poranek kiedy spakowani ruszamy do miasta aby tam w centrum “ESCAPE” odebrac nasze auto. Na miejscu wita nas pracujacy tutaj Wenezuelczyk i pokazauje nasze auto. Liczylismy na nissana albo jakas toyote w manualu ale na przekor wszystkiemu dostajemy toyote w automacie. No nic trzeba sie cieszyc z tego co jest, tym bardziej ze auto wyglada calkiem fajnie. Ze wzgledu na graffiti jakie posiada otrzymuje nazwe – “Lazy Boy”. Gdy tylko dopelnimy wszelkich formalnosci wrzucamy nasze bagaze i ruszamy w droge. Za kierownica siada Mario i tak bedzie z reguly, gdyz tylko on posiada prawo jazdy – a teraz dodtako nawet z tlumaczeniem na angielski jakie wykonalismy ostatnio;p. Na poczatku kierujemy sie w strone Hamilton, po drodze zajezdzajac na stacje aby zalac paliwo. Gdy z niej wyjezdamy trafiamy na pare auststopowiczow. W pierwszym momencie jedziemy dalej ale juz po chwili lamiac wszelkie mozliwe zakazy ( zakaz skretu w lewo itp.) zawracamy i zabieramy ich. Jest to para z Wloch ktora podrozuje z nami przez ok 80km, a my jestesmy bardzo szczesliwi ze w koncu i my moglismy zabrac kogos na stopa. Teraz mkniemy juz w kierunku Matamata gdzie znajuduje sie Hobbiton a wiec wioska zbudowana na potrzeby filmu – Wladca Pierscieni, a dokladnie miejsce zamieszkania Frodo itp. Gdy brakuje nam ostatnich 6km na drodze zatrzymuje nas ochrona i zmusza do zjazdu na pobocze, gdzie czekamy jakas godzine, gdyz odbywa sie tu wlasnie samochodowy rajd. Skutkuje to tym ze tego dnia jest juz za pozno aby zwiedzic Hobbiton totez wizyte tutaj odkladamy na jutro a tym czasem jedziemy do oddalonej o jakies 60km Rotoruy gdzie znajduja sie gejzery i red forest. W miescie juz przy wjezdziec czuc jak smierdzi siarka my ze wzgledu na pozna pore korzystmy tylko z internetu w McDonaldzie (co stanie sie nasza tradycja podczas pobytu w NZ) i jedziemy na nocleg na jedenym z miejscowych lookoutow. Kolacja a potem partia w tysiac i spac. Naszym samochodowym kucharzem zostaje Wojtek a partie w tysiaca (co stanie sie tez tradycja w NZ) wygrywa Mario;). A zatem czas na pierwsza noc w naszym super Lazy Boyu.

Poranek dosc chlodny, mozna nawet rzec ze lekko mrzy. My jednak zakladamy cieple ciuchy i korzystajac z mapy z przewodnika ruszamy na poszukiwanie cieplych zrodel i czerwonego lasu. Jak sie jednak okaze (mimo ze widoki i droga sa super) nie uda nam sie osiagnac celu. Trzeba przyznac ze z calego pobytu w NZ to tylko jedna z nielicznych rzeczy ktorej nie udalo sie zrealizowac i jedyne miejsce o slabym oznakowaniu szlakow. Prosciej byloby powiedziec bez oznakowania. Mozna oczywiscie gejzery zobaczyc placac duze pieniadze, nas jednak taka forma nie interesuje a zatem po malym trekkingu dookola blue i green lakes ruszamy ponownie do Hobbitonu. Tutaj jestesmy o odpowiedniej porze totez dzis udaje nam sie zobaczyc cala wioske. Problem jednak w tym, iz przed rozpoczeciem calego touru jestesmy zmuszeni do podpisania zobowiazania o nie umieszczaniu zdjec w internecine itp. Dlatego zdjecia z Hobbitonu pokazemy dopiero po powrocie do domu. Caly tour zaczyna sie od pokazu strzyzenia owiec po czym autokarem jedziemy do samej wioski Frodo. Miejsce naprawde niezwykle lecz ze nie mozemy go ukazac nie bedziemy sie nad nim dluzej rozpisywac. Dzisiejsza noc spedzamy na jednym z parkingow przed Taupo kolo wielkiego wodospadu. Jest to na drodze do Tongariro gdzie zamierzamy odbyc trekking kolejnego dnia. Z rana zajezdzamy do Taupo gdzie po prysznicu w dosc ekskluzywnych (i nie ma w tym przesady) miejskich prysznicach jedziemy nad samo jezioro Taupo. Odwiedzamy tez malownicza wioske Acaci Bay gdzie przekonujemy sie o specjalnych mozliwosciach jakie posiadaja kamienie zalegajace nap lazy. A mianowicie po wrzuceniu do wody plywaja Stad udajemy sie w kierunku Tongariro a dokladnie do Ohakune gdzie zamierzamy odbyc przynajmniej jeden trekking. Do Ohakune docieramy juz po zmroku totez decydujemy sie dojechac jedna z drog do jej konca, gdzie po nocy spedzonej na parkingu nastepnego dnia moglibysmy rozpoczac trekking. I tak tez czynimy tylko ze droga ta okazuje sie ciagnac w nieskonczonosc az w koncu docieramy po ski arene. Okazuje sie ze dotarlismy do jednego z kurortow narciarskich a dokladnie do centrum znajdujacego sie na zboczu Ruapehu (2797m n.p.m.). Pogoda jest tragiczna ale postanawiamy spedzic tutaj noc i zaczekac na rozwoj wypadkow do rana. Parkujemy na miejscu dla autokarow i choc widnieje tutaj zakaz campingu nikt z obslugi nie zwraca nam uwagi – pewnie dlatego ze oprocz nas i ich nie ma tu wiecej nikogo;) Wiatr w nocy hula na tyle mocno ze czasem mamy wrazenie ze przewroci nam “leniucha”. Rano niestety budzimy sie w chmurach totez decydujemy sie zjechac na dol. Nici z trekkingu no ale na pogode nic nie poradzimy a chodzenie w chmurach nas nie interesuje. Rowniez podczas zjazdu widoki zabieraja nam chmury ale jedno mozemy zagwarantowac iz po obu stronach drogi mamy setki metrow przepasci. Szczesliwie jednak docieramy do wioski gdzie po zaczerpnieciu kilku informacji w miejscowym centrum ruszamy zdobywac Tongariro.

Na trekking po filmowym Mordorze przeznaczamy dwa dni. Jest mozliwosc odbycia trekkingu 6dniowego ale dla nas to za dlugo a zatem decydujemy sie na dwa krotsze treki obejmujace jednak wszystko to co najlepsze dozobaczenia. Pierwszy dzien rozpoczynamy w Whakapapa Village skad ruszamy do Upper Tama i Lower Tama. Te tereny sa tak slicznie ze brakuje slow jakimi mozna je opisywac zdecydowanie lepiej jest przyjechac tutaj i je po prostu zobaczyc. Nawet pogoda mimo nienajlepszego poranka dopisuje a my trafiamy dodatkowo na piekna tecze. Sam widok jezior a nawet bardziej ich polozenie jest niezwykle. Jednak to co na dlugo zapada nam w pamieci to malownicze krajobrazy jakie mozemy ogladac podczas calej wedrowki. Wracajac odwiedzamy jeszcze Taranaki Falls po czym przechodzac przez “zaczarowany” las (tak wyglada na pierwszy rzut oka) docieramy do naszego Lazy Boya.

Drugiego dnia po nocy na jednym z lookoutow ( podczas drogi na niego odwiedzamy tez pozostalosci po jednej z maoryskich wiosek) ruszamy zobaczyc sam Mordor i znajdujace sie nieopodal przecudne jeziora. Poczatkowy myslimy nawet o wejsciu na szczyt wulkanu Ngauruhoe lecz ilosc zalegajacego tam sniegu – lodu nieco nas odstrasza wiec zamieniamy to na dodatkowe kilometry trekkingu do Blue Lakes i Red Crater. I nie zalujemy decyzji bo widoki jakie tam zastajemy sa przecudne. Czerwone scaly, mnostwo zastygnietej lawy, wyrzuconej z krateru itp., tworza naprawde niezwykly krajobaz. W dodatku w miejsce gdzie docieramy skaly sa tak gorace ze az z nich paruje. Pelno tutaj siarki i malych gejzerow. My dodatkowo mozemy podziwiac Mordor w calej okazalosci. Nastepnie zachwyceni widokami i rozmarzeni wracamy do auta. Na koniec musimy dodac ze to jedno z najpiekniejszych a moze nawet najpiekniejsze miejsce w NZ. Nas urzeklo i na zawsze pozostanie w naszej pamieci z nadzieja ze jeszcze kiedys tutaj wrocimy. Stad udajemy sie do Taumarunui, gdzie na noc zatrzymujemy sie na jednym z parkingow, oczywiscie po uprzaedniej wizycie w McDonaldzie gdzie ladujemy telefony i korzystamy z internetu. Po wieczornej kolacji i partiach w tysiaca kladziemy sie spac, gdyz juz nastepnego dnia czeka nas 150km jazdy austostrada o pieknej naziwe – “autostrada zapomnianego swiata”…

p.s. przepraszamy za wszelkie niedogodnosci ale warunki pracy sa naprawde ciezkie…;p

Reklamy

Komentarzy 5 to “W krainie Wladcy Piercieni – Nowa Zelandia czesci druga”

  1. piękne to wszystko, ale cholernie się tęskni za Tobą 🙂
    masz do wykorzystania jeszcze 424 dni i ani dnia więcej!
    buziaki

  2. trochę ta N.Z trąca księżycowym krajobrazem-ale jest piekna na swój sosób
    całuski!!!

  3. Piękne zdjęcia i super…opisy;)
    Pozdrawiam!

  4. Dominika W. Says:

    Ja pierdziu! Ale tam pięknie…chyba kolejne miejsce na mojej mapie marzeń :)) Dzięki, że to nam pokazujecie 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: