Nowa Zelandia… opowiesc pierwsza…

Do Sydney skad mamy przedostac sie do Nowej Zelandii lecimy dzien szybciej w razie jakby nasz (osobiscie) laczony lot mial jakies opoznienia. W Sydney spedzamy noc na lotnisku a juz nastepnego dnia mamy lot do Auckland i tak zaczyna sie nasza przygoda z Nowa Zelandia. Krajemy o ktorym kazdy z nas marzyl juz jako male dziecko, krajem od ktorego do domu dzieli nas blisko 20tys km…

Auckland robi na nas wrazenie od samego poczatku mimo ze jak ladujemy jest polnoc (moze sam fakt ze jestesmy w NZ to powoduje). Od razu udajemy sie do naszych couchsurferow (co wiecej sa nimi Ania i Pawel oraz ich synek Antek). Pawel juz myslal ze nie przyjedziemy wiec nasz widok milo go zaskoczyl. Siedzimy troche ale kolo 2.00 kladziemy sie spac w koncu od jutra czeka nas kilka intensywnych dni. Na zajutrz poznajemy malego Antka i choc poczatkowo placze na nasz widok pozniej czesto przesiaduje z nami w pokoju jak najlepszy kumpel. I choc ma zaledwie niewiele ponad rok to doskonale sie dogadujemy. My w pierwszy dzien udaje sie na miasta gdzie przechadzamy sie troche po marinie i centrum miasta oraz udajemy sie na wieze skad ogladamy piekna panorame miasta zarowno w dzien jak i po zmroku. Wieczorem wracamy do domu zachwyceni tym co widzielismy. Nowa Zelandia poki co nie zawodzi 😉

Drugiego dnia zabieramy sie za zaplanowanie naszej podrozy po NZ. Autostop okazuje sie byc dosc ciezka opcja tym bardziej ze narazie pogoda raczej deszczozwa a my mamy zbyt malo czasu by podrozowac w ten sposob i chciec zwiedzic cala NZ. Dlatego nasz wybor pada na komunikacje miedzymiastwa. I tak powstaje plan objechania NZ autobusem. A gdy wszystko jest juz gotowe Wojtek postanawia sprawdzic jeszcze jedna opcje jaka jest wypozyczenie auto. To okazuje sie byc strzalem w dziesiatke choc na poczatku tez mamy pod gorke. Auto jest opcja duzo tansza od autobusu a jeszcze samochody jakie mamy do wyboru sprawiaja ze od tej pory to staje sie naszym priorytetem. Pierwszy problem stanowi fakt iz zaden z nas nie ma miedzyarodowego prawka a w ogole jedyn z tym dokumentem – Mario ma tylko prawo jazdy europejskie. W regulaminach wypozyczalni wymagane jest angielskie tlumaczenie a my takiego nie posiadamy. Jednak auto ktore chcemy wypozyczyc dostepne jest dopier za dwa dni wiec mamy pole do popisu. I nie zamierzamy proznowac Tomek z Marie robia wlasne tlumaczenie ktore popieraja kilkoma polskimi pieczatkami. Troche czasu zajela nam ta zabawa ale dzisiaj odwiedzamy jeszcze jedno fajne miejsce jakim jest wygasly wulkan z ktorego rozposciera sie wspaniala panorama miasta. To tyle na dzis ale i tak pogoda troche kiepska na wiecej. Za to jutro sadny dzien bo okaze sie na ile przekonywujace sa nasze papiery. Wieczor spedzamy z Ania i Pawlem na wymienie podrozniczych doswiadczen itp.

Jest sobota a my ruszamy do naszej wypozyczalni. Jak sie okazuje bez zadnych tlumaczen i probemow udaje sie wypozyczyc auto, na ktore jednak musimy poczekac do jutro. Ale sam fakt powodzenia calej akcji sprawia ze na naszych twarzach maluje sie szeroki usmiech. Zwiedzamy jeszcze troche miasto po czym ruszamy do domu. Dzis planujemy w zarysie nasza samochodowa trase po czym kladziemy sie spac. Rano serdecznie dziekujemy naszym dobrodziejom za goscine po czym ruszamy z plecakami do naszej wypozyczalni. Po zalatwieniu ostatnich formalnosci pakujemy sie do naszeego auta (ktore ze wzgledu na graffiti leniwego chlopca dostaje miano “lazy boy”)po czym ruszamy w trase…

p.s. przepraszamy ze tak krotko i informujemy ze na nastepna czesc chwilke trzeba bedzie poczekac. Jednak zapewniamy ze zdjecia sa juz odzyskane wiec wszystko sie ukaze. Teraz skupiamy sie na pracy jaka udalo nam sie podjac i jeszcze przynajmniej przez najblizszy miesiac to bedzie stanowic dla nas priorytet, bo dzieki temu kontynuacja naszej dalszej podrozy uzyskala wielkie swiatelko w tunelu…

Reklamy

komentarze 4 to “Nowa Zelandia… opowiesc pierwsza…”

  1. Fotki bombowe, szczególnie z wieży – takie widoki lubię najbardziej :).
    Pracujcie i zarabiajcie na dalsze przygody i wyprawy.
    Czekamy cierpliwie na dalszy ciąg opowieści – nie pali się.

    Uściski dla podróżników 🙂
    Andrzej

  2. Przepiękne widoki-tylko pozazdrościć

  3. Deskorolka Says:

    Kurcze, deszcz to mógłby sobie dać sobie siana z tymi opadami 😉 Nowa Zelandia mmmm… 🙂 myślę sobie, że ten czas szybko leci podczas gdy Was nie ma i że całkiem niedługo wrócicie do domu… 🙂 buziaki chłopaki :* 😀

  4. Dominika W. Says:

    ..nadrabiam zaległości 🙂 ale macie tam pięknie i przygodowo chłopaki! Trzymajcie się ciepło 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: