Trochę wspomnień…

181 dni tak powiedzą jedni, inni zaś krzykną pół roku bo właśnie tyle czasu minęło odkąd każdy z nas założył plecak, zawiązał buty i wyszedł z domu… 10 październik 2010 ta data dla każdego z naszej trójki już do końca życia będzie oznaczać coś wyjątkowego, będzie wręcz magiczna. Odwaga, uśmiech, ciekawość, szaleństwo, wiara to wszystko to co każdy z nas zapakował głęboko w plecak i z czym wyruszył w podróż swojego życia… Jesteśmy teraz na drugim krańcu świata w krainie kangurów, gdzie przy drodze zamiast topoli rosną eukaliptusy a w wodzie łatwiej zobaczyć krokodyla niż karpia. W ciągu tego całego czasu odwiedziliśmy dwa kontynenty, na które złożyło się 11 państw (Indie, Nepal, Bangladesz, Malezja, Singapur, Tajlandia, Kambodża, Wietnam, Laos, Indonezja i Australia w której obecnie jesteśmy). Kąpaliśmy się w kilkudziesięciu morzach, w ocenach (Spokojnym i Indyjskim) jak i w jeziorach. Zajrzeliśmy do krateru czynnego wulkanu (przekraczając cienką linię miedzy życiem a śmiercią), stanęliśmy przed najwyższą górą świata czy głaskaliśmy 200 kilowe tygrysy, albo pływaliśmy z metrowymi żółwiami morskimi. Złapaliśmy 142 stopy, podróżując ciężarówkami, busami, tirami, pick-upami, czy nawet z policją;p Przejechaliśmy setki kilometrów zarówno autami jak i koleją. Czasem zmuszeni byliśmy skorzystać z samolotu. Jedliśmy węże, żaby, szarańcze, larwy, pająki, nietoperze lecz nie zostały one naszymi przysmakami. Korzystaliśmy z gościnności ludzi zrzeszonych na couchsurfingu jak również przypadkowo spotkanych podczas drogi. Nigdy nie zapomnimy Sunity z Indii, Vishnu z Nepalu, Schaziba z Bangladeszu, May i jej rodziny z Tajlandii, Met z Kambodży, idola z Wietnamu, Sonii i Eru z Indonezji. Na swojej drodze spotkaliśmy też między innymi Marcina z Krakowa który niezwykle pomógł nam w Laosie, niesamowite Finki (Hanne i Marjo) w Indonezji, przesympatyczną Włoszkę w Bangladeszu (jej mieszkanie w Wenecji jest teraz naszym domem), wesołą piątkę Włochów w Australii czy niezapomnianą ekipę spod Łodzi (Maciek, Robert, Jacek, Mariusz i Paweł) z którą wędrowaliśmy przez Himalaje. Oczywiście lista tych osób jest znacznie dłuższa jednak nie sposób ich wszystkich teraz wymienić. Doświadczyliśmy również pomocy od Jarka i Iwony (m.in. przywieźli nam kilka ważnych rzeczy z Polski) czy Sławka z rodziną, u których teraz mieszkamy i których dobroć dla nas nie zna granic. Spędziliśmy święta Bożego Narodzenia, sami tworząc namiastkę rodzinnej wigilii (choć tęsknota za domem tego dnia doprowadzała do szaleństwa), Sylwester w Bangkoku, 24 urodziny Wojtka w Indiach czy ćwierćwiecze Maria w Kambodży. Każdy dzień naszego wyjazdu został skrupulatnie odnotowany. I choć czasem coś nam nie wychodziło, czasem coś stawało na przeszkodzie by zobaczyć to co tak bardzo chcieliśmy ujrzeć to nigdy nie załamaliśmy rąk… Teraz pracujemy na to aby nasza podróż dalej trwała tak jak sobie ją zaplanowaliśmy i żebyśmy za jakieś 10 miesięcy mogli szczęśliwie wrócić do domu i opowiedzieć wszystkim jak piękny jest świat, ile niezwykłych miejsc odwiedziliśmy podczas naszej podróży i ilu niesamowitych ludzi spotkaliśmy na naszej drodze. A wszystko dlatego że mieliśmy marzenie, które postanowiliśmy spełnić…

Na koniec dodam coś od siebie… pamiętam jak zbliżał się dzień wyjazdu, jak powoli zaczynałem żegnać się z przyjaciółmi, babciami i wieloma innymi osobami. Każdy z tych momentów był jak pożegnanie na wieki… Pamiętam ostatnią noc w domu, poranek dnia w którym miałem założyć plecak i wyruszyć w najdłuższa podróż swojego życia. Była niedziela, ostatnia wizyta w kościele, ostatni kupon na zakładach, obiad i już trzeba było założyć buty, plecak. Smutek i łzy Siostry i te wszystkie smsy w drodze na lotnisko… każdy życzy jak najlepiej, każdy pisał, że będzie śledził poczynania na stronie, każdy wspominał, że będzie wyczekiwał powrotu… Wszystko niezwykle miłe, szczere i wyjątkowe…A ja właśnie wyruszyłem z domu w prawą stronę po to by za kilka miesięcy wrócić z lewej. By okrążyć Ziemię, która podobno jest magiczna i kryje w sobie niezliczoną ilość cudownych i niezwykłych miejsc. A na koniec pożegnanie na lotnisku, kiedy to ostatni raz mogłem uściskać rodziców… Dziś jestem mniej więcej w połowie drogi… Nigdy nie zapomnę tej spontanicznej decyzji kiedy siedząc w nocy po imprezie na ławce przed blokiem i kończąc pysznego Lecha (za którym każdy teraz tęskni ;p) powiedzieliśmy sobie że pojedziemy dookoła świata. Bo przecież trzeba zrobić coś wyjątkowego… Nigdy nie zapomnę momentu zakupu biletów do Delhi i tej niepewności kiedy ludziom pytającym mnie co zrobię po studiach odpowiadałem pojadę dookoła świata. Niepewności bo choć miałem bilet to nie wiedziałem co się wydarzy, jak się wszystko potoczy i czy to się uda, choć innej myśli do siebie nie dopuszczałem. Teraz już wiem, że udało się choćby w połowie, że udało się zrobić coś co niektórym wydaje się niemożliwe w sposób taki jak sobie zaplanowaliśmy. Teraz pozostaje tylko postawić kropkę nad przysłowiowym „i”… Teraz wypada mi tylko podziękować rodzicom, rodzeństwo, przyjaciołom, wszystkim którzy nas dopingują i nam pomagają oraz tym z którymi tu jestem za to że mogę realizować swoje marzenia i za to że wspierają mnie w każdym momencie tej podróży… kocham Was wszystkich i tęsknie;)

„odwaga to zdolność do konfrontacji z marzeniami…”

– mario

Mój ostatni dzień w domu zleciał dość szybko pod znakiem pakowania ostatnich jak mi się wtedy wydawało niezbędnych rzeczy do mojego plecaka i próbie zwalczenia jakże uciążliwego kaca po pożegnalnej imprezie, większość pożegnań miałem już za sobą z czego byłem bardzo zadowolony bo zdecydowanie wolę się jednak witać niż żegnać, niektóre bardziej wylewne inne spokojne jedno nawet powiązane z obietnica nie ścinania włosów aż do powrotu. Jak się później okazał najtrudniejsze było jeszcze przede mną mianowicie pożegnanie z najważniejszymi dla mnie osobami na świecie czyli z RODZICAMI. Było zdecydowanie trudniej niż myślałem i wydaje mi się że tylko przyświecająca wizja tej magicznej podróży doprowadziła do tego że wsiadłem do tego samolotu. Teraz jednak wiem że było warto i wiem że ONI tak samo cieszą się z realizowania tego niesamowitego przedsięwzięcia. Jedyne co mi zostaje to tylko podziękować Rodzicom i wszystkim znajomym za wsparcie i czytanie naszych artykułów wiedzcie jedno każdy wasz komentarz dodaje otuchy i umacnia w dążeniu do celu czyli do domu oraz wywołuje bezcenny i niezwykle kojący uśmiech na mojej twarzy. DZIĘKI WIELKIE byle tak dalej i mimo, że czasem trafiają się chwile ciężkie brniemy twardo do przodu nawet z różnego rodzaju owadami we włosach:) tak Blondi to twoja zasługa ale słowo się rzekło… i dopniemy swego!!!

-Tomcio

Dzisiaj minęło pół roku jak razem z chłopakami wystartowaliśmy w podróż naszego życia. Wychodząc tamtego dnia z domu wiedziałem, że będą lepsze i gorsze chwile, ale co by się nie działo cała nasz trójka sobie z tym świetnie poradzi. Został przekroczony próg domu, do którego zawsze wracaliśmy. Tak samo jest w tym przypadku. Od tamtego momentu, może w trochę specyficzny sposób, z każdym dniem zbliżamy się do domu, do którego będziemy zmierzać, mam nadzieje z podobna albo nawet większą ilością przygód jakie mieliśmy do tej pory, aby ponownie stanąć na wycieraczce, otworzyć drzwi i wykonać kolejny krok.
Z tego miejsca chciałbym pozdrowić całą rodzinę, znajomych i osoby totalnie mi obce, które czytają nasze poczynania i oglądają zdjęcia. W dalszym ciągu przesyłajcie pokłady jakże przydatnej, pozytywnej energii, którą dzięki wam jesteśmy wypełnieni po same brzegi. Tak trzymać!!! I do zobaczenia 😉

– Wojtas

P.S. A to my, dla tych co zapomnieli przez te pół roku jak wyglądamy;p

Reklamy

komentarzy 7 to “Trochę wspomnień…”

  1. hmm… podziwiamy Was za odwagę, tęsknimy i kochamy…
    Trzymajcie się chłopaki dzielnie jak dotychczas – rozwagi, zdrówka i szczęścia!

  2. Życzę Wam kolejnych 181 tak wyjątkowych dni jak te, których już doświadczyliście. No tak… Odwagi, ale i rozwagi! 😉 Trzymajcie się!

  3. :):):):):)

  4. Rodzice się byli wzruszyli, tego Twojego kaca pamiętamy, ale udało nam się wypchnąć Cię z domu (łatwo nie było :)). Aż strach pomyśleć o imprezach powitalnych, ale i te jakoś przeżyjemy. Śledzimy Was wytwale, więc piszcie częściej :).

    Bądźcie twardzi, a jak już trochę wymiękniecie, to zawsze macie gdzie wracać.
    Ściskamy Was – zbierajcie dalej te niezapomniane wrażenia.

    Ala i Andrzej

  5. trzymajcie si dzielnie i bądzcie dalej rozważni jak do tej pory (no może z małymi wyjątkami ) ale czekamy na Was i życzymy jeszcze wielu miłych wrażeń i szczęśliwego powrotu

  6. Tomcio, pamietaj ze w lipcu specjalnie dla sasiadki wpadasz do Boszkowa na impreze parapetowkowo-urodzinowo-imieninowa (domek trzeba opic i moje zdrowie!) 😛 a potem wracaj w swiat, zwiedzac dalej ;P

    3mcie sie dzielnie! 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: