Indonezja cz.I – Sumatra…

Indonezja… tyle się już o niej słyszało, cudowne Bali, wulkany, warany i wiele innych ciekawych miejsc i rzeczy. No i co raz bliżej krainy kangurów… Lądujemy w Medan a swoje pierwsze kroki kierujemy do kafejki internetowej. Tutaj dowiadujemy się, że mamy couchsurfera, więc zaczyna się dobrze. Trafiamy do domu Eru, choć z umówionego miejsca zabiera na Sonia, jego przyjaciółka. W domu towarzystwo międzynarodowe, ale atmosfera iście rodzinna. Pierwsza nocka a następnego dnia ruszamy w dżungle. Oprócz nas i miejscowych jadą jeszcze dwie Finki (Hanne i Marjo) z którymi jak się okaże spędzimy trochę więcej czasu. W dżungli spędzamy 3 dni. Jedną nockę śpimy w wiosce tubylczej, a drugą w środku dżungli w namiotach tuż koło siarkowych ciepłych źródeł. Oczywiście w czasie całego pobytu gotujemy wspólne posiłki i podziwiamy okolice. Wybieramy się między innymi na mała wyprawę w głąb dżungli gdzie tubylcy pokazują nam liczne rośliny (m.in. drzewa kakaowe itp.) i niesamowite widoki jak się tu rozpościerają. Wieczory spędzamy przy akompaniamencie gitarowym jaki funduje nam Eru. Muzyka i wzrok wpatrzony w gwieździste niebo dają dużo do myślenia. Odwiedzamy też pobliską wioską, w której poznajmy tajniki budowania miejscowych dróg. Czas spędzony tutaj jest naprawdę niesamowity a poszukiwania węży, jaszczurek, kąpiele w wodospadach czy ciepłych źródeł oraz próby strącenia koksów za pomocą kamieni długo jeszcze będą tkwić w naszej pamięci. Stąd postanawiamy udać się nad Lake Toba, a jako formę podróży wybieramy oczywiście autostop. Namawiamy innych by jechali z nami lecz tylko Sonia i koleżanki z Finlandii korzystają z zaproszenia. Stop wydaje się być łatwy a z pomocą dziewczyn koło drogi spędzamy tylko chwilę. Zanim dojedziemy nad samo jezioro po drodze spędzamy jeszcze jedną noc w jednej z mniejszych miejscowości, gdzie urządzamy sobie dość sporą imprezę. A wszystko dlatego że właścicielem hotelu w którym śpimy jest miejscowy senator, który staje się sponsorem imprezy. Następnego dnia jesteśmy już nad samym jeziorem gdzie udajemy się na wyspę. Czas spędzony tam jest niesamowity a wspomnienia tamtych dni zawsze już będą wywoływać uśmiech na naszej twarzy. Niestety ograniczenia czasowe powodują, że po jednej nocy zmuszeni jesteśmy jechać dalej. Musimy pożegnać naszą wspaniała przyjaciółkę Sonię która stała się dla nas indonezyjską siostrą, a widok łez na jej twarzy sprawia, że żałujemy że nasze drogi w tym momencie muszą się rozejść. Mamy tylko nadzieję, że jeszcze kiedyś będziemy mieli okazję się spotkać. Oczywiście w dalszą podróż ruszamy stopem, co tutaj okazuje się być niezwykle łatwą formą podróży. Podróżujemy miedzy innymi małym busem z 8 kobietami, które zabierają nas na pobliskie wzgórze, gdzie podziwiamy niesamowite widoki jakie rozpościerają się nad Lake Toba. A wszystko za kilka zdjęć… Reszta podróży przez Sumatrę to liczne stopa, czasem łatwiejsze innym razem bardzo wymagające. Jedziemy miedzy innymi z policją, czy na pakach licznych minibusików, na których spędzamy czasem całe noce. Kilometry liczymy w tysiącach, ale widoki jakie ukazują się na naszej drodze są niesamowite. Dużą część trasy pokonujemy dżunglą, czasem z rana kąpiemy się w oceanie. Trafiamy też na niesamowitą ekipę 16 chłopaków którzy na ośmiu ciężarówkach wiozą kamienie. Oczywiście łapiemy ich na stopa na jednej z stacji autobusowych o 4.00 nad ranem. Przez całą podróż stają się dla nas jak rodzina, zabierają nas na obiady i dbają o to by niczego nam nie brakło. My na nasz „dom” wybieramy jedną z ciężarówek na której na kamieniach układamy drewniane drzwi a przed słońce budujemy ochronę z prześcieradeł i karimat. W sumie podróżujemy z nimi ok. 72h a czas ten jest bardzo wesoły. Podziwiamy piękne zachody słońca. Docieramy też na równik, na którym robimy sobie pamiątkowe zdjęcia. W końcu nie codziennie można stanąć na równiku, zresztą takich miejsc na świecie za wiele nie ma. Jednak długość podróży wynika głównie z kiepskich dróg. Czasem nad wybrzeżem więcej niż połowa drogi wymyta jest przez ocean, a innym razem wielkie dziury w asfalcie, którego i tak jest jak na lekarstwo powodują, że maksymalna prędkość nie przekracza 20km/h. Ostatni etap podróży na Sumatrze to jazda z chłopakami przewożącymi piasek. Trafiamy z nimi do miejsca gdzie odbywa się załadunek ich tirów. Dokonuje tego trzech mężczyzn a czas jaki na to potrzebują to ok. 3h. Najlepsze w tym jest to, że robią to za pomocą łopat. Tutaj dostajemy obiad a Mario próbuje nawet pieczonego nietoperza. Podróżujemy każdy w innym tirze ze względu na ilość wolnych miejsc, jednak w porcie musimy się rozstać ponieważ ich czas oczekiwania na przeprawę to około 3 dni. My tyle czekać nie zamierzamy a więc na statek udajemy się sami. Teraz przed nami kolejna wyspa jaką jest Java. Wulkany i stolica Indonezji to chyb to co najciekawsze na tej wyspie. Wszystko przed nami a więc niedługo się przekonamy…

Reklamy

Komentarze 2 to “Indonezja cz.I – Sumatra…”

  1. No … nareszcie coś od Was!
    Wygląda dobrze 🙂 Nie mogę się doczekać tych zdjęć na płytkach.

    Uściski dla Wszystkich braci i nowych sióstr też ..

    Ala i Andrzej

  2. Me too..i’m sure we will meet again someday somewhere ma bro! Keep rocking man..sick!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: