Powrót do Bangkoku , czyli Tajlandia po raz drugi ;)

Tak jak już wspominaliśmy granicę między Laosem a Tajlandią przekroczyliśmy na łodzi. Na drugim brzegu po załatwieniu wszelkich formalności celnych udaliśmy się na główną drogę gdzie mieliśmy nadzieję szybko złapać jakiegoś stopa. Jak się okazało nasze przewidywania sprawdziły się w stu procentach i już po chwili jechaliśmy pierwszym zatrzymanym autem. Kierunek jaki obraliśmy wiódł do Chang Rai. Łatwość podróżowania stopem w Tajlandii sprawiała, że przemieszczaliśmy się dość szybko, aż trafiliśmy na pewnego starszego pana. Ten kiedy tylko zatrzymał się by nas zabrać zażądał pieniędzy za podwózkę. My oczywiście nie zamierzaliśmy płacić, toteż udało nam się przekonać ów kierowcę aby zabrał nas za darmo. Po przejechaniu około 20km (do miasta mieliśmy ok. 80km) kierowca oznajmił nam że dalej nie jedzie i na najbliższym przystanku musi nas wysadzić. Nam oczywiści nic nie pozostało jak tylko opuścić pojazd przy czym każdy pod nosem wyrażał swoje niezadowolenie z zaistniałej sytuacji. W pewnym momencie na przystanek zajechał autobus i gdy już miał odjeżdżać drogę zajechał mu ten sam kierowca który nie tak dawno nas wysadził. Kazał nam wsiąść do autobusu po czym zapłacił za bilety i życzył szerokiej drogi. O tyle dziwna ta historia iż byliśmy świadkami przemiany kierowcy który na początku zażądał zapłaty za podwózkę a później sam kupił nam bilety na autobus. My gdy tylko dojechaliśmy do Chang Rai udaliśmy się na wylotókę by złapać stop do kolejnej miejscowości, w której obejrzeć można budowlę przypominającą zamek królewny śnieżki. I faktycznie na miejscu mogliśmy podziwiać choć nie zabytkowy to dość wyjątkowy zamek. Jeden biały (srebrny) i mniejszy drugi (złoty), który służył jako toaleta. Po wszystkim ruszyliśmy w kierunku Bangkoku i choć nasze pierwsze plany obejmowały Chang Mai to ze względu na problemy czasowo-finansowo-organizacyjne zmuszeni byliśmy wrócić do stolicy Tajlandii. Udało nam się nawet złapać stopa na kolejne 600km jednak przez policję po 200km nasza radość została skutecznie stłumiona a my ponownie znaleźliśmy się na poboczu. Była to o tyle dziwna sytuacja że przy pierwszej kontroli nikomu nie przeszkadzała ilość osób w samochodzie a już za drugim razem stanowiło to problem a my zostaliśmy nawet przeszukani. Na szczęście nie zamierzaliśmy załamywać rąk i dalej próbowaliśmy łapać stopa. W międzyczasie Tomek ściął z palmy rosnącej nieopodal drogi, wielką kiść żółtych bananów a my od naszego kierowcy otrzymaliśmy trochę pieniędzy na dalszą podróż. Do Bangkoku dotarliśmy nad ranem jadąc między innymi na pace auta przewożonego lawetą co było dość bolesną i mało wygodną przejażdżką (po tym stwierdziliśmy, że jesteśmy w stanie spać już w każdej pozycji i wszędzie) a następnie ostatnie 70km podróżowaliśmy na tym samym aucie które wcześniej rzekomo było niesprawne. Trochę prawdy w tym jest gdyż przez tą całą drogę Tomek robił za światła trzymając za oknem wielki reflektor podłączony do akumulatora który rozświetlał nam drogę. W Bangkoku spędziliśmy kilka dni załatwiając wiele ważnych i istotnych dla nas spraw. Jednak tuż po powrocie pierwsze kroki skierowaliśmy na lotnisko gdzie spotkaliśmy się z Iwoną i Jarkiem którzy przywieźli dla nas rzeczy z Polski. I w tym miejscu chcielibyśmy im podziękować za okazaną pomoc zarówno przywożąc nam rzeczy z Polski jaki i pomoc już w samym Bangkoku – DZIĘKUJEMY!!! W ich towarzystwie spędziliśmy kilka miłych dni. Przebywając w Bangkoku znów zamieszkaliśmy w naszym kurniku mimo iż nasza couchsurferka wyjechała do USA. Jednak mama i dziadek okazali się bardzo gościnni a my dalej mieliśmy dach nad głową. Wysłaliśmy również paczkę do Polski która dalej jest w drodze ale mamy nadzieje, że kiedyś dotrze do celu. Po załatwieniu wszystkich spraw ruszyliśmy do Pattayi, gdzie na swoje urodziny zaprosił nas zaprzyjaźniony podczas podróży do Kambodży mnich….

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: