Ha Noi i Ha Long Bay…

Droga przebiega dość spokojnie jednak niepokojące objawy pojawiają się ciągle na niebie, wśród których do najważniejszych należą chmury i brak słońca. Do miasta docieramy popołudniu i zatrzymujemy się w poleconym hotelu. Cena jest naprawdę przyzwoita a w dodatku wliczone jest śniadanie, które przybiera formę szwedzkiego stołu – to dla nas prawdziwa uczta ;p. Tutaj również wykupujemy wycieczkę na Ha Long Bay. Wybieramy opcję 3 dniową z jedną nocą na łódce a drugą na wyspie. Z rana przyjeżdża po nas specjalny bus którym mamy dojechać na miejsce. Dostajemy też opiekę przewodnika, którym okazuje się być młoda i jeszcze mało doświadczona Wietnamka, toteż po wyjeździe z nami jej doświadczenie wzrasta trzykrotnie. Po drodze zajeżdżamy jeszcze do wytwórni glinianych garów i wyszywanych obrazów, gdzie można również kupić różnego rodzaju alkohole które w butelce schowane mają m.in. węże, skorpiony, legwany czy koniki morskie. Tutaj po raz kolejny spotykamy Agnieszkę i Rafała, których wcześniej widzieliśmy w Kuala Lumpur śpiąc u Rosjanki Olgi. Koło południa docieramy na miejsce gdzie czeka na nas już łódka. Okazuje się że cała ekipa liczyć będzie 14 osób a o prócz nas będą jeszcze dwie Francuzki, jakiś starszy dziadek (który jednak wysiada już pierwszego dnia) oraz 5 osób z Holandii i jeszcze jedna para Francuzek lecz tym razem z Hiszpanem Migelem. W pierwszy dzień udajemy się między innymi do Floating Market czy do jaskini która naprawdę robi duże wrażenie. Na łódce jemy również obiad i kolację a na noc stajemy na kotwicy koło jednej z wysp. Nasza pani przewodnik organizuje karaoke które rozpoczyna jeden z Wietnamczyków lecz nie jest w tym nawet trochę dobry, więc swoim talentem skutecznie wyprasza wszystkich z głównego pokładu. My drinkujemy z Francuzkami które uczą nas ciekawych gier w karty. Wieczorem cała ekipa z łódki przejmuje mikrofon i karaoke zaczyna przypominać namiastkę tego co widywaliśmy chodząc na tego typu imprezy w Polsce. Impreza trwa do późnych godzin nocnych toteż poranna pobudka staje się katorgą dla organizmu. Oprócz nas nikt na łódce nie wykupił wycieczki 3dniowej, a zatem na wyspie trafiamy na nową ekipę z Holendrem „blondyną” na czele. Tutaj odwiedzamy między innymi park narodowy, w którym wchodzimy na jeden ze szczytów niestety całe piękne tego miejsca ponownie porywają chmury. Mimo sama droga na szczyt jest miłą odmianą, gdyż w końcu możemy poczuć namiastkę dżungli, co skrzętnie wykorzystujemy latając na lianach. Na wyspie po raz pierwszy dopisuje nam szczęście. Hotel trafiamy nad samą zatoką a w dodatku nasz pokój jest na 6 piętrze toteż widoki z niego są niesamowite. Tutaj organizujemy sobie małe przechadzki toteż czas upływa nam bardzo szybko i jeszcze się dobrze nie obejrzymy a już musimy wracać do domu. Gdy trafiamy z powrotem na naszą łódź zastajemy nową ekipę wśród której jest między innymi Paweł z Polski. Tego dnia dopisuje nam lepsza widoczność dlatego wykorzystujemy to nadrabiając braki w zdjęciach. Na noc wracamy do naszego hotelu, a próbując zabukować bilety autobusowe do Vientiane (stolicy Laosu) po raz kolejny spotykamy Agnieszkę i Rafała – ciekawe czy ta sztuka uda nam się w Australii albo Nowej Zelandii. W dzień wyjazdu do Laosu załatwiamy jeszcze wizy do tego kraju po czym pełni radości z faktu opuszczania Wietnamu udajemy się na stację busów. Oczywiście opuszczenie Wietnamu nie jest takie miłe i po raz kolejne mamy spięcie najpierw w punkcie sprzedaży biletów, później w taksówce a na końcu w autobusie. Jak zwykle nie wiele brakuje aby rozpętała się niezła bójka lecz na szczęście (oczywiście dla Wietnamczyków) udaje się tego uniknąć. W autobusie poznajemy m.in. śmiesznego Francuza z którym okupujemy cały tył oraz Brytyjczyka niemotę który dla bezpieczeństwa słodkości je w rękawiczkach. Na granicę docieramy z samego rana i wita nas niezła ulewa. W punkcie granicznym oczywiście po raz kolejny prowadzimy wojnę z celnikami którzy żądają pieniędzy za każdy stempel co wbijają. Mimo długiej walki jesteśmy zmuszeni się poddać a w nagrodę zostajemy jeszcze dokładniej sprawdzeni… Podsumowując Wietnam należy powiedzieć że jest to kraj o cudownych widokach oraz z magicznym Ha Long Bay. Niestety pazerność ludzi którzy nawet gdy otrzymują żądane pieniądze dalej chcą Cię oszukać na każdym kroku sprawia, że szybko można się zniechęcić do dalszej podróży. To chyba najgorszy kraj w jakim do tej pory byliśmy a w dodatku trafiliśmy jeszcze na kiepską pogodę toteż na Ha Long Bay pojechaliśmy w trekach i grubych ciuchach. Mimo wielkich oczekiwań musieliśmy obejść się smakiem a nasze nastawienie do tego kraju po tym co przeżyliśmy diametralnie się zmieniło…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: