Singapur, czyli azjatyckie Monte Carlo…

Przeprawa graniczna rozpoczęła się tradycyjnie od uzyskania pieczątki wyjazdowej z Malezji. Następnie zaczepiają nas panie które prowadzą ankiety na temat turystyki w Malezji, gdy odpowiadamy na kilka pytań w nagrodę otrzymujemy przypinki z flagą Malezji;) Następnie ruszamy dalej po doradzę na własną prośbę robiąc sobie prześwietlenie plecaka ;p Wsiadamy w autobus który przewozi nas mostem na przejście graniczne gdzie uzyskujemy pieczątki wjazdowe do Singapuru, a następnie tym samym autobusem jedziemy do centrum. Widok za oknem wskazuje, że w tym mieście nie brakuje pieniędzy, choć trzeba przyznać, że mimo wszystko chyba większym przepychem charakteryzowało się Kuala Lumpur. Gdy docieramy do centrum łapie nas pierwszy deszcz w tym kraju a my czym prędzej odnajdujemy kafejkę w której czeka na nas wspaniała wiadomość a mianowicie chłopak do którego pisaliśmy z couchsurfingu zgodził się nas przenocować i podał dokładną instrukcję dojazdu do siebie. A więc ze względu na to że robi się już późno łapiemy autobus i jedziemy do Dana bo tak ma na imię. Ładne ogrodzone nowoczesne osiedle wskazuje na to, że znów trafiliśmy dobrze. Wjeżdżamy windą do góry i okazuje się, że naszego kolegi nie ma. Na szczęście tak jak napisał w instrukcji klucz do drzwi zostawił nam pod przysłowiową wycieraczką a wiec dostajemy się do środka. Mieszkanie jest na pełnym wypasie a my po szybkim showerze lecimy coś zjeść. Gdy wracamy Dana ciągle nie ma ale po jakimś czasie zjawia się, a po krótkiej rozmowie dowiadujemy się, że jest z USA, a w Singapurze pracuje na kontrakcie jednej z firm. Wieczorem Dan wyświetla nam na rzutnik to co jest ciekawego do zobaczenia w tym kraju, po czym dokładnie rozpisuje transport i sposób przemieszczania się. Idziemy spać a następnego dnia ruszamy w miasto. Najpierw udajemy się do dzielnicy arabskiej, skąd kierujemy się w stronę East Coast czyli po prostu nad morze. Po drodze oglądamy wiele ciekawych budowli i przechadzamy się po parkach oraz wzdłuż dzielnicy „rozrywkowej”. Droga na wybrzeże okazuję się być dość długa ale w końcu docieramy na miejsce i przechadzamy się plażą, która jest dość wąska. W oddali widać mnóstwo statków szczególnie tankowców co nie podnosi walorów widokowych. Mario zbiera jak zwykle muszelki których kształty są nie co bardziej bujne niż te nad polskim morzem. Niestety po pewnym czasie łapie nas ulewa a więc chowamy się pod jednym z daszków zrobionych wzdłuż wybrzeża i wykorzystując chwilę gramy troszkę w karty czekając aż ulewa ustąpi. Niestety nie jest to takie proste a więc ruszamy jeszcze coś zjeść i łapiemy autobus na Marina Bay. Na nasze szczęście w trakcie przejazdu deszcz ustępuje, a my pod osłoną nocy oglądamy pięknie oświetlone budowle, pole golfowe w środku miasta czy ozdobione świątecznie ulice. Gdy przyjeżdżamy na Marina Bay dociera do nas, że tak naprawdę całe bogactwo tego kraju ukryte jest właśnie tutaj. Pięknie oświetlone kasyno tuż nad samym morzem, którego potężna budowla przypomina wieże na których leży deska surfingowa, pełne przepychu hotele przed którymi stoją najlepsze auta czy pięknie oświetlone mosty i stateczki sprawiają że to miejsce nabiera dużego prestiżu. Robimy sobie pamiątkowe zdjęcia oczywiście obowiązkowo przed symbolem jakim jest sikający wodą pół lew pół ryba;) Stąd łapiemy metro którym wracamy do domu. Oczywiście przed pójściem spać odwiedzamy jeszcze Market Food czyli miejsce w którym jest kilkadziesiąt (ok. 100) restauracyjek w których można tanio ale bardzo dobrze zjeść. Hehe szkoda że wszędzie nie ma takich miejsc bo naprawdę wybór jest duży a do tego jedzenia jest bardzo smaczne, a my nawet jemy coś przypominające kotlet schabowy ;p Po powrocie do domu wykorzystując dostęp do internetu kontaktujemy się z rodzinkami co jak zwykle przynosi nam dużo uśmiechu i radości. Następnego dnia opuszczamy już Singapur, w którym widzieliśmy wszystko co ciekawe a dłuższe przesiadywanie nie ma sensu choćby ze względu na to, że jest tu dość drogo. Pobudka przypada na godz. 11.00 po czym zabieramy się za pakowanie. Ostatni prysznic udaje się jeszcze pożegnać z Danem poczym ruszamy w dalszą drogą. Łapiemy miejski autobus którym jak najtańszym kosztem chcemy dostać się blisko przejścia granicznego. Po drodze w rozmowie z innym pasażerami okazuje się, że autobus ten jedzie na samo przejście a więc wykorzystujemy to i jedziemy do końca. Mimo że wszyscy w autobusie też tak nam radzą to widząc za ile kupiliśmy bilet dziwią się że jedziemy dalej. Odprawa celna nie trwa długo a przy wyjściu okazuje się że nasz autobus jedzie dalej a więc próbuje jeszcze raz się do niego dostać. Przed wejściem pan prosi o bilet a my machając mu naszym tanim biletem dostajemy się do środka. Całe szczęście że nikt nie chciał przeczytać co mamy na nim napisane bo nasza dalsza podróż znacznie by się utrudniła a tak za darmo udaje nam się przedostać do Malezji. Podsumowując Singapur to trzeba przyznać, że śmiesznie jest mieszkać w kraju który tak naprawdę jest wielkości miasta, gdzie za żucie gumy na ulicy dostaje się mandat a prostytucja jest legalna. Porównanie do Monte Carlo nabiera sensu tylko z powodu tego że jest tu również tor uliczny formuły 1 i że gdy nocą podjedzie się do dzielnicy biznesu gdzie znajduje się Marina Bay widać przepych w postaci wystawnych hoteli, drogich aut czy robiącego niesamowite wrażenie kasyna.

Reklamy

komentarze 2 to “Singapur, czyli azjatyckie Monte Carlo…”

  1. Dziękuję za kwiatka i smocze owoce. Wygląda na to, że wielkie miasta azjatyckie są dość podobne, z dużą ilością zieleni i kwiatów. W sumie ładne :). Mailem wysyłamy Wam kilka zdjęć z zimowych Obornik – zdecydowanie ładniejsze 🙂 . Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku i spełnienia wszystkich marzeń. Wygląda na to, że zbyt wiele niezrealizowanych Wam nie zostało …

    Pozdrowienia i buziaki. Ala i Andrzej

  2. W podziękowaniu za kwiat nasz uśmiech wędruje daleko w świat – do Was! Buziaki najukochańsze Nasze Dzieciaki… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: